Kuroshitsuji, fanfic 02. In Flames.
środa, 4.kwietnia.2012, 23:49Oto i drugi rozdział. Tak, tak. Zamiast się uczyć do matury ja opowiadania piszę. Jestem nienormalna. Wiem. Ale się poprawię. Jak już ukaże się kolejny rozdział. I obiecuję, że poprawię się jeśli chodzi o styl pisania. Po tak długiej przerwie wychodzą mi strasznie toporne zdania. Sumimasei, sumimasei, sumimasei.
Jak bonus do dziejszej notki szkic Caroline.
Znajdowała się w ciemnym pomieszczeniu zagraconym sprzętami pokrytymi grubą warstwą kurzu. Za całe oświetlenie służyło kilka wypalających się świec ustawionych głownie na prowizorycznej ladzie. Sklep grabarza nie różnił się wiele od innych domów pogrzebowych. Niewykończone, surowe ściany. Silny zapach drewna, wszechobecne trumny. Kilka płacht porozwieszanych tu i wódzie na ścianach miały z całą pewnością w zamierzeniu nadać pomieszczeniu charakter domowego ogniska. Jednak rezultat był zgoła odwrotny. Ciemnofioletowy wystrzępiony materiał pożarty prawie w całowści przez mole powodował, że osoby, które już były zmuszone odwiedzić sklep Undertakera miały wrażenie, że znajdują się w grobowców.
Dziękowała wszystkim nadprzyrodzonym siłą tego świata, za to, że w pokoju nie unosił się zapach trupów. Nienawidziła zapachu ludzkich ciał. Ludzie byli… Ludzie byli tacy odrażający. Ich dusze z każdym wiekiem stawały się coraz mroczniejsze, a ich ciała były obrzydliwie zniszczone i brudne. Ciało, świątynia duszy. Kiedy jeszcze była człowiekiem ludzie nie odstępowali od tej zasady. Jednak czasy się zmieniają, a ludzie wraz z nimi.
Caroline westchnęła żałośnie nad tą bądź co bądź smutną refleksją. Nie powinna była wracać myślami do okresu przed swoją śmiercią. To było niebezpieczne – poruszało w niej uśpioną strunę, Gdy tylko wspominała ten czas dziecięcych zabaw i beztroskiego czasu na rodzinnych ziemiach dochodziła dogłosu jej ludzka natura, której się czasem obawiała, ponieważ przez nią stawała się bardziej podatna na zranienie.
Potrząsnęła głową odpędzając te myśli, a z jej ciemnych włosów posypały się truchła różnorakiego robactwa. Zaschnięte skorupy połyskiwały w świetle świec wydobywając z odwłoków niezwykle ciepłe barwy.
„Powinnam chyba krzyknąć przerażona. Albo odskoczyć. Cóż… Zakładam, że przez ostatnie sto lat zdechło na mnie więcej robactwa.”
Grel, ponieważ okazało się, że właśnie tak czerwone sto werznie przebywające które spotkała wcześniej, oraz Undertaker udali się na zaplecze by porozmawiać. Zastanawiała się po co w ogóle wychodzili, skoro słyszała ich szepty, jakby rozmawiali tuż obok niej, ale shiningami nabierali dziwnie ludzkich zachowań przebywając tyle czasu z ludźmi.
Nie chciała być nieuprzejma i podsłuchiwać, z resztą i tak wiedziała wokół czego kręci się rozmowa. Undertaker ostrzegał przed nią swojego kolegę, zastanawiali się co zrobić, jak ją unieszkodliwić. A sam srebrnowłosy kosiarz śmierci zastanawiał się co robi w Londynie i co się z nią działo przez ostatnie sto lat. Zamiast skupiać się na ich bezsensownych słowach, Caroline wytrzepała swoje włosy w nadziei na pozbycie się pozostałego robactwa.
Od momentu opuszczenia krypty, w której była uwieziona jej myśli były przepełnione jednym pragnieniem: „Znaleźć tego cholernego demona.” Pałała taką nienawiścią, że miała ochotę wyrwać temu cholernemu ptaszysku wszystkie pióra z ogona, a potem wydłubać cholerne ślepia. Ale nie mogła nic zrobić, gdyż nigdzie nie można było go znaleźć. W Londynie unosił się tak delikatny ślad jego obecności więc nie mogła mieć pewności kiedy tu był i jak długo. Nie potrafiła też wyczuć czy nadal jest w mieście.
Kontynuując rozczesywanie włosów wysłała mentalną sondę obejmującą nie tylko zakład pogrzebowy, ale i kilka innych przecznic. Przez barierę Undertakera się nie przebije – sama uczyła go je stawiać, ale miała nadzieje, że ktoś w mieście widział to kruczysko, które próbowała odnaleźć za wszelką cenę. Nie mogła liczyć tylko na pomoc shiningami, miała za mało czasu i za mało siły na zabawy w handlowanie informacjami z Underakterem i jego śmiesznym przyjacielem. Była słaba, bardzo słaba. Jej ciało było wysuszone, a myśli zdawały się być odległe od jej świadomości. Popis siły, który dała na Williamsstreet niemal całkowicie ją wyczerpał.
„Nie jest dobrze. Musze jak najszybciej wydostać się z tego miasta i odpocząć.”
W umysłach ludzi, których przeszukała nie znalazła ani jednego wspomnienia o swojej ofierze. Pchnięta jakimś impulsem skierowała swoją siłę na Grell’a. Jakiż był jej szok, gdy umysł tego kosiarz stanęły przed nią otworem. Wszystkie jego wspomnienia, myśli, przeżycia i emocje spłynęły na nią z taką mocą, że z trudem powstrzymywała się od krzyku. Ileż on czuł! Jego nastawienie i emocje zmieniały się z chwili na chwilę, był gwałtowny, nieszczęśliwy, podekscytowany i zamknięty w sobie. Caroline miała wrażenie, że w tym jednym kobiecym ciele zamknięto dwie osoby – kobietę i mężczyznę. Siłą woli uspokoiła się i zaczęła przekopywać się przez górę emocjonalnego bełkotu w poszukiwaniu informacji. I znalazła to czego szukała.
„A więc teraz nazywa się Sebastian Michaelis… I służy jakiemuś hrabiemu. Och, och. Przybrał swój oryginalny wygląd, cóż za próżność i głupota z jego strony. Aaa… Więc to on zabił tą cholerną Angelę. Rozkosznie. Spełnił życzenie tego smarkacza, więc…”
Zakręciło jej się w głowie. Ostatnie dwadzieścia cztery godziny były dla niej strasznie szokujące, a co za tym idzie ekstremalnie męczące. Każda nowa informacja wprawiała ją w coraz to większe zdumienie. Czuła jak grunt osuwa się jej spod nóg.
„Jeśli ten dzieciak… jeśli… „Sebastian” nadal… ten gówniarz jest… ”
-Niech to wszyscy diabli. – powiedziała na głos zakrywając twarz dłońmi. To nie było bezpieczne okazywać taką słabość będąc wśród shiningami, ale czuła się tak… obco i samotnie. Nie mogła już sobie nawet rościć praw do tego ptasiego głupka, bo na wieczność był związany z Ciel’em Phantomhivem.
***
Wciąż miał przed oczami płomienie i swoje zakrwawione dłonie, które wyciągał za oddalająca się postacią. W blasku ognia jej włosy zdawały się mieć głęboki odcień brązu, niczym kora drzew, które opierają się wiatrom z morza. Tamtego wieczoru, ponad sto lat temu, był pewny, że zginie. Był przekonany, że jego istnienie dopełniło się przez istotę, którą sam zaciągnął na dno piekła i która oszukała śmierć. Jednak cudem go uratowano. W walącym budynku niewiadomo jakim cudem pojawiła się grupa shiningami, która wyciągnęła go z płomieni. Jego jestestwo zostało ocalone. Gdy powrócił do zdrowia odszedł na „urlop”. Miał jeden cel. Odnaleźć ją i… Sam nie wiedział co zamierzał zrobić, gdy już znajdzie się w zasięgu jego kosy. Był tak owładnięty pragnieniem odnalezienia jej, że przez sto lat ani razu nie pomyślał o zemście. Przynajmniej tak sobie wmawiał. Prawdą jednak było, że nie potrafił jej znienawidzić. Przez sto lat szukał jej po całym świecie by dowiedzieć się dlaczego odwróciła się od niego tamtej nocy. A teraz, gdy stanęła przed nim wyniszczona, zaszczuta niczym zwierze nie wiedział co ma począć. Zwłaszcza, gdy ujrzał ją siedzącą na jednej z trumien i chowającej twarz w dłoniach, jego serce ścisnęło się ze współczucia.
Chwycił koc leżący na zapleczu i wszedł do pokoju. Z czułością, która nie pasowała ani do niego, ani do niej, nakrył jej nagie, naznaczone licznymi bliznami ramiona. Nawet nie podniosła głowy.
Zaśmiał się w duchu. Mogła być słaba i wyniszczona, ale nadal nie przestawała być najsilniejszym demonem jaki kiedykolwiek staną na jego drodze. Więc nie powinno go dziwić, że nie zareagowała na ten przejaw czułości. Nie kiedy byli wrogami. A inaczej w tej sytuacji nie można było ich nazwać. On i Grell mieli takie same rozkazy „z góry”. Gdyby Caroline znowu pojawiła się w mieście ma na tych miast zostać dostarczona do Biblioteki Shiningami by ponieść karę za wydarzenia sprzed stu lat.
On mógł zignorować rozkazy Willa i postępować tak jak chciał – w końcu był na emeryturze, ale Grell mógł stracić robotę raz na zawsze, zwłaszcza przez problemy jakie sobie przysporzył zadając się z Sebastianem i Phantomhivem.
-Czyż to nie ironiczne, Grabarzu? – Mimo zniszczonego i poranionego ciała, mimo tego, że jej twarz była wychudzona i posiniaczona jej głos nadal był melodyjny i słodki. Dokładnie taki w jakim zakochał się wiele lat wcześniej. – Przejmujesz się losem tego szczawia, którego wykorzystywałeś by dowiedzieć się gdzie jestem. Ironiczne, och tak. Straci robotę przez ciebie. Pozwoliłeś mu nadziać się na „Sebastiana” – wymawiała to imię z komiczną ironią - co było pierwszym „gwoździem do jego trumny”. A teraz oboje wpakowaliście się w kłopoty łamiąc zasady przez znienawidzoną demo nicę. A wiesz co jest zabawniejsze? To, że nie mogę tego całego „Sebastiana” rozszarpać na strzępy, bo przynależy do jakiegoś młokosa.
Nienawiść w jej głosie była niemalże namacalna. Undertaker widział zdziwienie w oczach Grella i zastanawiał się co je wywołało. Świadomość, że wykorzystywał jego słabość do Sebastiana by wyśledzić ją, czy to, że demon jest zdolny wyrażać się tak emocjonalnie?
-Caroline, wolałbym żebyś nie czytała mi w myślach, kiedy ja tego robić nie mogę. Myślę, że tyle mogę od Ciebie wymagać w zamian za to, że prawie mnie zabiłaś. – oparł się o swoją prowizoryczną ladę sklepową. Stał dokładnie przed nią i mógł ją teraz spokojnie zlustrować od stup do głów. Siedziała spokojnie na jednej z mahoniowych trumien i nie wyglądała na osobę, która miałaby zaraz się na któregoś z nich rzucić. Była taka spokojna. Cała jej postawa była opanowana. Ta noga zarzucona na nogę. Te szponowate dłonie przeczesujące potargane włosy. Takie zachowanie było tak nieadekwatne do tego co mówiła, że wręcz go bawiło. Swoboda z jaką rozmawiali była zadziwiająca. Czyż nie powinni próbować skakać do gardeł? Czyż nie powinien rozszarpać jej ciała i dostarczyć zwłoki do Biblioteki? Powinien. Jednak z jakiś przyczyn czuł, że nie byłby wstanie wyrządzić jej krzywdy, Jego serce poruszyło się po raz pierwszy od stu lat i choć były to konwulsyjne skurcze ucieszył się, że nadal jest zdolny odczuwać. Czuł jakby wydarzenia tamtej nocy nigdy nie miały miejsca, a oni spokojnie prowadzili swój niezwykły żywot, szczęśliwi i zakochani.
-Och, wybacz. – podniosła swoje oczy na niego. Były soczysto zielone, już nie purpurowe jak podczas spotkania na Williamsstreet, ale zielone niczym polna trawa. Dokładnie takie jak za jej życia, gdy się w niej zakochał. Oczy te były smutne, jednak przez smutek przedzierała się zimna determinacja.– Ale spróbuj mnie zrozumieć. Właśnie obudziłam się ze stuletniego snu, w który zostałam wprowadzona przez ta sukę Angelę i nawet nie mogę zabić demona, który nie dopełnił swoich obowiązków i nie przybył mi na ratunek. Jestem w dość niezręcznej sytuacji z mężczyzną, z którym zamierzałam spędzić całą wieczność. Na domiar złego nawet nie mogę się posilić w tym mieście, bo gdy to zrobię zwali mi się na głowę cały oddział shiningami, którzy pragną mojej śmierci. Więc wybacz, jeśli wydaję ci się być nieuprzejma, ale mam prawo być zirytowana. Powinieneś mi dziękować, że nie zrównałam Londynu ziemią. W końcu codziennie człowiek budzi się z przymusowej śpiączki.
-A byłabyś do tego zdolna… W sensie, nie znam nikogo kto by mógł zniszczyć tak wielki obszar, a jeśli to potrafisz to… Wow. Tyle krwi. Morze wspaniałej, płynącej strumieniami purpurowej krwi… Mmmm.– mimo iż rozmowa toczyła się praktycznie między nim a Caroline, Grell nie mógł powstrzymać swojej ciekawości. Nawet przybliżył się do demo nicy opierając się na swojej kosie i wpatrują cię w nią z zafascynowaniem. Undertaker nie dziwił mu się. Caroline była silna,ale nie jako demon, jej dusza i charaktery były tak silne, że aż hipnotyzowały ludzi wokół.
-Nie opowiedziałeś mu? – spytała się patrząc wprost w jego oczy.
-To temat zakazany. Najwyższa Rada twierdzi, że spowodowałoby to masowe dezercje. – odpowiedział wzruszając ramionami. Sam był zdania, że młodzi kosiarze powinni wiedzieć dokładnie co może ich spotkać na służbie, ale jego głos się nie liczył. Sam o tym zdecydował, składając swoją rezygnacje, którą potraktowano jak prośbę o urlop.
-Shiningami to doprawdy zwariowana instytucja. – Caroline podparła swoją drobną dłonią brodę i wpatrywała się w dogasający płomień świecy. Na widok odbijających się w jej na powrót zabarwionych na czerwono oczach płomieni jego dusza się zatrzęsła. To piękno, ta piękna dusza skrywała naprawdę przerażająca i miażdżącą siłę. Zatrzymał się chwilę na jej tęczówkach, które wręcz uderzały swoją szkarłatną barwą.
-Ale czego nie opowiedział. Co jest jak przerażające, że mogłoby spowodować dezercje w szeregach shiningami, przecież śmierć to dla nas nic strasznego. A co jest gorsze od śmierci? O czym wy gadacie? Chce wiedzieć. Powiedzcie, powiedzcie, powiedzcie mi prooooszę! – czerwonowłosy kosiarz był tak podekscytowany, że odstawiwszy swoją kosę przysiadł na trumnie zajętej przez Caroline i przysuwał się do niej coraz bardziej. Jego twarz zastygniętą w oczekiwaniu twarz od jej twarzy dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Wpatrzony w szkarłatne tęczówki demo nicy Grell nie zauważył, jak ta wysuwa swoje czarne szpony. Poczuł dotkliwy ból, gdy zimna dłoń chwyciła go silnie za szczękę, a ostre pazury wbiły jej w jego skórę sprawiając, że po palcach Caroline popłynęła jego krew.
-Posłuchaj. Jakieś sto lat temu, był sobie związek shiningami i demona. Demnica piękna. Oj, jaka piękna. Problem tylko, że niezwykła. Przez wielkie N. Wiesz, cukiereczku, jak powstają demony? Nie ważne i tak ci opowiem skoro już zaczęłam. W końcu to też wasza Najwyższa Rada mogła uznać za niebezpieczne dla życia i zdrowia psychicznego rekrutów. Otóż. Demony powstają w skutek nagromadzenia się w jednym człowieku zbyt dużej ilości negatywnych emocji. Gdy człowiek mocno pragnie zemsty, pieniędzy lub czegokolwiek innego zwraca się do sił nieczystych by dały mu siłę. W zamian musi wyrzec się swojego człowieczeństwa. Pewnie już zdążyłeś zauważyć, że demony w większości zainteresowane są wyłącznie polowaniem na dusze i konsumowaniem ich. Tak, raczej trudno je nazwać przyjemnym towarzystwem. W każdym razie, rzeczona demonica nie była zwykłą zawistną wieśniaczką. Była młodą kobietą o nieprzeciętnym harcie ducha. Więc kiedy została zaciągnięta na samo dno piekieł, przed oblicze pierwszego diabła, jej dusza nie chciała spłonąć. Nie zmieniła się w nicość w ogromnych cierpieniach. Po prostu trwała uparcie otoczona ogniami piekielnymi i nie chciała przestać istnieć. W końcu sam pan piekieł, oczarowany jej wolą uczynił ją demonem i posłał powrotem na ten padół łez jakim jest ziemia. Widzisz mój śliczny cukiereczku, diabeł zapomniał o małym szczególiku. Dziewczyna zachowała swoje człowieczeństwo. Co dawało jej ogromną siłę, bo mogła czerpać z ludzi witalność nie pożerając ich dusz, a jedynie zabierając mały kawałek dla siebie. Oczywiście na jej siłę składał się również fakt, że to pan piekieł dał jej moc. Naprawdę, nie ma na ziemi silniejszego demona od niej. – Caroline przerwała na chwilę opowieść i zlizała krew Grella z palców. Jej trupio blade usta zaróżowiły się, a policzki nabrały jędrności i zaróżowiły się. Czerwonowłosy by oczarowany zarówno nią jak i opowieścią.
-I co było dalej? – Młody shiningami był niespokojny z natury, a gdy już czymś się zainteresował to nie było mocy na tym świecie, która by go oderwała. A historia tego pięknego stworzenia, które znajdowało się naprzeciw niego absolutnie go zahipnotyzowała.
-A co jesteś w stanie mi zaoferować bym kontynuowała? – Undertaker widział jaki jest cel Caroline i odrobinę się niepokoił. Widocznie dziewczyna znalazła sposób by uniknąć polowania na ludzkie dusze, a jednocześnie odzyskać siły, które straciła.
-Cokolwiek. Wszystko o co poprosisz. – Srebrnowłosy chciał wybuchnąć śmiechem, ale czuł, że zniszczyłby tylko podniosłą atmosferę, jaką wytworzyła Caroline. Więc siedział cicho, chociaż w środku ubolewał nad naiwnością i głupotą swojego kolegi po fachu.
Któregoś dnia twoja lekkość ducha i zapalczywość doprowadzi cię do zguby, Grellu.
-Podaj mi dłoń. – Młody kosiarz podał jej rękę, a ona wykonała swoim szponem delikatne nacięcie na żyle i zlizała ciepłą, czerwoną ciecz swoim językiem. Grell był tak zafascynowany jej urodą i skupiony na ruchu jej języka, który delikatnie, niemalże z czułością lizał jego skórę, że nie odczuwał przerażenia. Potężna nadludzka istota spija jego krew, w każdej chwili może odebrać mu życie, a on skupia się nakrywaniu swojego podniecenia. Nigdy żadna kobieta nie była z nim tak blisko, jak ona w tej chwili. Podniecał go ten łaskoczący dotyk jej języka. Podniecała go jej piękna twarz i świadomość, że oto on i ta silna istota, która mogła go zmiażdżyć i nawet się przy tym nie spocić są ze sobą zwizani. Chociażby tym związkiem miałaby być jego życiodajna krew. Skupiał się na doznawaniu przyjemności z jej gotyku do tego stopnia, że jęknął rozczarowany, gdy przestała. – Cukiereczku, spokojnie. Jeszcze możesz mi się przydać później. Wracając do opowieści. Sto lat temu rzeczona kobieta wybiła pół wioski, w której mieszkała by obronić siebie i swojego ukochanego. Dlaczego musiała się bronić? Ponieważ zgraja upadłych aniołów nie życzyła sobie by tak potężna zła istota chodziła po ziemi. Muszę też dodać, że nie pasowało im to, że demonica łączyła świat bogów – shiningami ze światem demonów. Ponieważ sama była demonem i człowiekiem. A jej brat był demonem. I ona i jej ukochany i jej brat mieszkali razem nie zabijając nikogo, ani nie czyniąc nikomu krzywdy. Ot, szczęśliwa rodzinka. Ale Anioły jak to Anioły muszą mieć ostatnie zdanie, wiec łaskawie przybyły ze swoją misją do wioski Hogswatch* i zaczęły palić ludzi żywcem, przy okazji próbując odnaleźć rzeczoną demonicę i jej ukochanego. Dziewczyna widząc, że we dwoje nie mają szans zraniła ukochanego niemal śmiertelnie wcześniej wzywając oddział kosiarzy śmierci i oddała się w ręce pieprzonych aniołów by uniknąć dalszego rozlewu krwi. Ale historia zapamiętała to wydarzenie jako największą zdradę demonów i wszystkie zgony zostały przypisane mnie. Teraz jestem najbardziej poszukiwanym demonem w całym świecie. – Caroline wstała z trumny i przytrzymując swoją podarta suknię na piersiach udała się na zaplecze. – Idę wziąć kąpiel. Muszę z siebie zmyć stuletnie przekonanie, że postąpiłam słusznie.
Pozostawiony sam sobie Grell siedział z wyciągniętą przed siebie ręką z oniemiałym wyrazem twarzy. Undertaker zdecydował się już nie ukrywać dłużej swojego chichotu i jego ramiona trzęsły się spazmatycznie.
-Za jakie grzechy zaciągnięto tak piękna istotę jak ona do piekła? – zapytał w końcu, kierując swoje pytanie do Undertaker’a.
-Ach… Za głupstwo. Dopuściła się kazirodztwa ze swoim bratem, który był już wtedy demonem. Może go kojarzysz, teraz chyba każe się nazywać Sebastian Michaelis
* Hogswatch – mój mały hołd dla Terrego P.